Warszawa subiektywnie
Zakładki:
Blogi
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl
Kategorie: Wszystkie | GTW(b) | moim okiem | moim zdaniem
RSS
piątek, 31 marca 2006
Wpieriod!

trzej walczący
Rosjanie na Pradze

poniedziałek, 27 marca 2006
W chłodne, niedzielne przedpołudnie


Ten z lewej, córcia, to zły Amerykanin

wtorek, 21 marca 2006
Europa - Polska - Warszawa - Centrum...

plac defilad

"Jeszcze tylko dwa lata plac Defilad straszyć będzie prowizoryczną zabudową i parkingami. W 2005 roku wokół Pałacu Kultury rozpocznie się wielka budowa. Warszawa otrzyma wreszcie prawdziwie miejskie centrum na europejskim poziomie.
Ma być pięknie i funkcjonalnie. Na placu zostanie odtworzona przedwojenna siatka ulic i placów, powstanie niewysoka zabudowa (do 35 m.), parki, skwery, ciągi piesze i handlowe.
- Temu fragmentowi stolicy należy przywrócić ludzki wymiar, stworzyć zintegrowaną z resztą miasta przestrzeń, w która będzie miejscem dla usług, obiektów kulturalnych i mieszkalno-biurowych - tłumaczy Naczelny Architekt Michał Borowski."

Słowa zanotowane w grudniu 2003 roku.

czwartek, 16 marca 2006
Tramwajem po zdrowie


To nie żart. Takie plakaty naprawdę spotkasz w warszawskich tramwajach.

środa, 15 marca 2006
Pomnik zadufania
Biskup warszawsko-praski Sławoj Leszek Głódź postanowił wystawić kolejny pomnik. Tym razem uczczony ma być Warszawiak. Każdy. W formie 2,5-metrowych grajków, na chodniku przy Jagiellońskiej. Wybór nie został poprzedzony ani konkursem, ani zapytaniem o zdanie mieszkańców Warszawy. Ot, taki artystyczny dyktat. Żeby chociaz artystyczny!


				fot. Jacek Renard/AG

Jeśli Twój sprzeciw budzi zarówno forma pomnika, jak i sposób, w jaki chce się na siłę uszczęśliwić Prażan, to kliknij w ten link i wklej do wiadomości poniższy tekst:

Protestuję przeciwko postawieniu „Pomnika warszawiaka” autorstwa Andrzeja Renesa w przestrzeni publicznej Warszawy. Planowana lokalizacja: zbieg ulicy Jagiellońskiej i Kłopotowskiego (obok kina Praha).

1. CZY POMNIK JEST POTRZEBNY?
Przede wszystkim należałoby odpowiedzieć na pytanie, czy Pradze potrzebny jest jeszcze jeden pomnik (ściślej – jeszcze jeden nieudany pomnik). Ustawienie go kilkadziesiąt metrów od zabytkowych kamienic obnażałoby te wady polskiej mentalności, które od wieków były obiektem krytyki i drwin – zamiłowania do blichtru, pozoru i fasadowości przy obojętności na sprawy istotne. Czy diagnoza Juliusza Słowackiego o sępie, który prometejskiej Polsce „wyjada nie serce – lecz mózgi”, miała być wciąż aktualna lub przejść do sfery zjawisk nieodwracalnie dokonanych? Przecież jedna z tych kamienic, która do strony ulicy Kłopotowskiego stanowiłaby tło planowanej grupy rzeźbiarskiej, mogłaby po gruntownej restauracji stać się – ze względu na interesującą formę architektoniczną i zupełnie unikatową w skali europejskiej dekorację – dużo sensowniejszym pomnikiem warszawiaków, ich fantazji, oryginalnego gustu i świadomości zakorzenienia w historii.

2. TEN POMNIK JEST KICZEM!
Planowana realizacja jest żenująca pod względem artystycznym i estetycznym. Kompozycja, złożona z pięciu złotych figur muzykantów o wysokości 2,5 metra, sama w sobie jest brzydka i źle świadczy o umiejętnościach jej twórcy. Takie atrakcje jak melodia wygrywana po naciśnięciu przycisku umieszczonego w pomniku jest w tym wypadku nieporozumieniem artystycznym. Realizacja ta nie koresponduje ani z zabytkową zabudową dzielnicy, ani też z nowo powstającymi budynkami (np. z kinem Praha). Ponadto wizja kapeli podwórkowej autorstwa Renesa (ze względu na przeskalowanie i pretensjonalną manierę ujęcia postaci, ustawionych w dodatku na nieuzasadnionych postumencikach) nijak się ma do kapel, które rzeczywiście grały na ulicach Warszawy. Nie bronimy się przy tym przed wprowadzaniem obiektów nowej sztuki w przestrzeń Pragi; przeciwnie – z radością przyjęlibyśmy każde wybitne dzieło, także rzeźbiarskie, które nie musi być wcale pomnikiem. Co więcej – taka rzeźba czy instalacja może nie tylko wygrywać melodie, ale też śpiewać, tańczyć i zaskakiwać innymi atrakcjami, pod warunkiem jednak, że nie będzie przy okazji udawać czegokolwiek innego, że nie będzie epatować namaszczoną wzniosłością.

3. MONOPOL ANDRZEJA RENESA. BRAK PRZEJRZYSTOŚCI DECYZJI WŁADZY
Nasze zaniepokojenie i sprzeciw budzi fakt, że planuje się postawienie kolejnego – piątego już – pomnika autorstwa tego samego rzeźbiarza – Andrzeja Renesa. Jest to sytuacja zupełnie niezrozumiała. Sprzeciwiamy się takiej monopolizacji! Pamiętać należy o zdecydowanie chybionych realizacjach tego rzeźbiarza (pomnik prezydenta Starzyńskiego na Placu Bankowym, pomnik księdza Skorupki przed Katedrą Praską). Nasz sprzeciw budzi również brak konkursu na planowany pomnik. Nie wiemy, w jaki sposób pan Andrzej Renes został wybrany na jego twórcę. Dlaczego w komitecie honorowym i wykonawczym budowy tego pomnika nie było przedstawicieli różnorodnych środowisk artystycznych (ASP, Instytut Historii Sztuki UW, Instytut Sztuki PAN, Centrum Sztuki Współczesnej, Galeria Zachęta, galerie publiczne i prywatne itd.)? Naganny jest brak prawdziwych konsultacji społecznych, brak szacunku dla środowisk lokalnych w procesie decyzyjnym.

4. KONKURS NA POMNIK. GŁOS MIESZKAŃCÓW!
Nie możemy też zgodzić się z koncepcją „uszczęśliwiania na siłę”, odgórnego narzucenia mieszkańcom Pragi – przez władze dzielnicy i projektodawców pomnika – miejsca i sposobu spotkań czy spędzania wolnego czasu. Sądziliśmy, że epoka takich decyzji odeszła w przeszłość razem z „kierowniczą rolą partii” i ideami MDM-u. Czyżbyśmy się mylili? Jeżeli istotnie ogół mieszkańców zdecydowałby o potrzebie pomnika warszawiaka, domagamy się przestrzegania wszystkich niezbędnych procedur: rozpisania konkursu, powołania jury reprezentującego różne środowiska artystyczne, przeprowadzenia szeroko zakrojonych konsultacji ze społecznością miasta i dzielnicy. Nic o przestrzeni miasta bez jego mieszkańców!

wtorek, 14 marca 2006
Nadgorliwość jest gorsza...
Dostałem wczoraj wiadomość od organizatorów Warszawskiej Masy Krytycznej:
W poprzednim mailu wspomnieliśmy o zmianie miejsca zbiórki marcowej Masy - w związku z rocznicą śmierci Jana Pawła II, w okolicach Pl. Zamkowego będą się odbywać związane z tym uroczystości i w obawie przed obrazą uczuć religijnych zgromadzonych tam osób, zostaliśmy poproszeni o zmianę miejsca startu i zakończenia Masy na Pl. Bankowym.

Zadziwiająca jest nadgorliwość niektórych! Panoszące się po Polsce pomniki Papieża w stylu ogrodowych krasnali nie obrażają. Żenujący projekt 'papieskich grabi' nie obraża. Wycieranie sobie gęby słowami Papieża i wykorzystywanie Jego autorytetu przez przestępców z 'Samoobrony' nie obraża.
Ale obrażać ma obecność rowerzystów. Obrażać pamięć Człowieka, który sam chętnie na rowerze jeździł, zabierał młodzież na spływy kajakowe i górskie wędrówki, który wielokrotnie podkreślał znaczenie sportu dla rozwoju człowieka.
Powiedzenie o personach 'bardziej papieskich od papieża' byłoby może na miejscu, gdyby nie to, że ich nadgorliwość niebezpiecznie zbliżyła się do głupoty.
poniedziałek, 13 marca 2006
Szybcy, głupi, martwi
W sobotę kierowcy zablokowali na wysokości Wyścigów ulicę Puławską - w proteście przeciwko bezczynności drogowców. W tym miejscu zginął kolega protestujących: jadąc z prędkością 150-170 km/h (szacunki policyjne) swoim BMW wyleciał w powietrze na uskoku w jezdni i uderzył w filar wiaduktu. Po kilku dniach znajomy ofiary zapalał znicz; rozpędzony samochód powtórzył manewr 'z katapultą' i zabił chłopaka na miejscu. Znaczy nie samochód, ale jego kierowca.
Tragedia. Dla ich rodzin i znajomych trudne chwile...

Ale dziennikarskim obowiązkiem jest pisanie prawdy. Czy potrzeba było śmierci dwóch osób, żeby ZDM obiecał naprawę ulicy? A czy potrzeba było tak przekraczać prędkość? Warszawskie jezdnie są takie, jakie są. Można się oczywiście na nie obrazić i nie zauważać dziur, uskoków, kolein etc. Można obrazić się na rzeczywistość i wyobrażać sobie, że człowiek siedzi w swoim bolidzie, przed nim droga równa jak niemiecka autostrada, a i ograniczenia prędkości takie jak na wzmiankowanej. Można, tylko nie trzeba się później dziwić.

Sprawdziliśmy. Nawet jadąc z przepisową prędkością, auto nieprzyjemnie podskakuje. No właśnie - NIEPRZYJEMNIE PODSKAKUJE. Od 'nieprzyjemnych podskoków' się nie umiera. Od bezmyślnego przekraczania prędkości - dość często. Ci kierowcy - ten, który się sam zabił i ten, który zabił niewinnego człowieka - byli/są mordercami. Nie może być innej kwalifikacji.
Do niedawna 'Życie Warszawy' prowadziło krucjatę przeciwko 'budynkowi-mordercy' - chodziło o Klub Spójnia przy Wisłostradzie. Nie napisali tylko, jak ten budynek wyskakiwał na środek pasa, tuż przed przepisowo jadący samochód. Nogę podstawiał? oknem uderzał? To może drzewa-morderców powycinać, żeby wylatujące z drogi samochody ze swoimi rajdowcami na pokładzie nie poniosły uszczerbku?

A na Puławskiej przy Wyścigach mało kto jeździ z przepisową prędkością. Jeśli kierowca dociśnie pedał gazu, ten fragment asfaltu może zamienić się w śmiertelną pułapkę. Dla niektórych dziennikarzy, jak widać, łamanie przepisów to norma. Nie mają słów potępienia, nie nawołują o opamiętanie. Apelują o naprawienie jezdni! Bo przecież wszyscy pędzą...
Dopóki bandyci za kierownicami zabijają się sami, to ich problem. Ich wybór, ich ryzyko. Niestety obok nich żyją (czy raczej: chcą żyć) normalni ludzie. Ich bezpieczeństwo, ich zdrowie i życie się liczą. Nie tych 'szybkich i wściekłych', którzy przekonani o własnej nieśmiertelności wiozą śmierć.

P.S. Wszystkie cytaty z 'Rzeczpospolitej', z artykułu 'Zablokowali ulicę śmierci' autorstwa Konrada Maszyka i Janiny Blikowskiej.
piątek, 10 marca 2006
Zdrabniamy, zaśmiecamy, oszpecamy

Swoimi świetnymi móżdżeczkami wymyśliliśmy taką fajniutką reklamkę, żeby ludkowie przed nią nie zwiali, żeby oczków odwrócić od niej nie mogli, żeby ścianki i suficiki upstrzone były. Gratulacyjki!

reklama warszawa

reklama warszawa

reklama warszawa

Goździki, rajstopy i Lena Ledoff

W Teatrze Wytwórnia Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzono godnie. Momentami po radziecku. Z pieśnią na ustach (Katarzyny Skarżanki). Leną Ledoff przy fortepianie (czy też tym, co go udawało). Wojciechem Czajkowskim za basem (okazjonalnie z pałeczkami lub fletem) i Januszem Brychem przy saksofonach. Kto nie był, niech żałuje, że nie usłyszał fenomenalnej melo-recytacji fragmentu 'Wysokich Obcasów' - Tej wiosny nie musimy mieć talii osy... Coś na miarę Leśmiana czy Staffa.

lena ledoff

lena ledoff




I po koncercie...

wtorek, 07 marca 2006
Nazwa zobowiązuje

Zmarźluch znajdzie na Targowej niezbędne utensylia w zawsze modnym czarnym kolorze.
targowa